Mit amerykańskie w kulturze polskiej.
American dream w zasięgu ręki?
Ameryka, Ameryka... Oswojenie obcej kultury amerykańskiej trwa w Europie już wiele lat.
I choć pierwotna, wielonarodowa kultura Europy wciąż jest, w naszym poczuciu, czymś wartościowszym,
to jeśli analizować wymiar kultury masowej, dawno ulegliśmy już amerykanizacji. Ale kiedy i jak?
U podstaw każdej kulturowości leży mitologia. Nie trzeba przy tym niesłychanej wnikliwości, by zrozumieć, że
kultura buduje swoją tożsamość w oparciu o pewne archetypy, bądź częściej dziś, stereotypy.
A w takim ujęciu, American dream będzie w pełni akceptowalny, jako mit. Jeśli wiemy już jak,
to pozostaje jeszcze pytanie: kiedy? Ameryka jako nowe eldorado? Zresztą Eldorado, które zaistniało u
progu odrodzenia, było sytuowane właśnie w Ameryce. O jego mityczności przekonał się nie tylko Cortez,
ale i później pisano już o nim w charakterze symbolicznej - jak u Woltera. Można powiedzieć, że właściwie
razem z narodzinami nowożytności, w Europejczykach narodził się nowy mit, mit eldorado, mit Ameryki, krainy szczęśliwości.
Geneza narodzin tego rodzaju mitu była chyba w Europie bardzi wyraźna. Jeśli kultura pogrąża się w
kryzysie, mit pojawia się w okolicach tego, co nowe, tego co obce. W sumie to historia stara,
jak kulturowy świat. Jeśli dodać do tego tezę, że upatrywanie w czymś obcym pozytywnych wartości jest
spowodowane wzrostem obcości lokalnej kultury, to zarysuję się nam niesłychana refleksja. Cały American
dream, w swoich wczesnych i późnych odmianach jest tworem Europejskim. W europejskich system wartości
się rozwijał. Wyraźnie, z biegiem historii, mit Ameryki modyfikował się. Z oświeceniowej utopii, przechodził
w państwo zbudowane na kanonie teologii protestanckiej. Jeszcze chwilkę później, przebłyskiwał w nim
pozytywizm, aż po czasy najnowsze, w których ramy pragmatyzmu oplotły mityczną wizję. O ile hasło
utopii zniknęło z ust Europejczyka, to w jego miejsce pojawiło się nowe, związane właśnie z nowoczesną
kondycją kulturową: kraj wielkich możliwości, kraina dla ekonomicznych herosów, z podkreśleniem
pracowitości i upartości. Takie podejście procentowało, choćby emigracją wielkich tego świata do
nowego mocarstwa; które atoli zaistniało jako mocarstwo właśnie dzięki nim. Ale o tym z pewnością w
takiej formie Ameryka nie chce pamiętać. Amerykanie, nie wiadomo kiedy, sami uwierzyli w mit szczęśliwej
Ameryki. Być może wiara ta była w nich zakorzeniona od pokoleń, od momentu, kiedy ich matki i ojcowie
emigrowali jako pionierzy.
American dream stracił na swojej atrakcyjności w latach najnowszych. Polska rzeczywistość kulturowa nie
musi pokrywać się tu z trendami europejskimi. Ale bez względu na miejsce w Europie, a nawet świecie,
American dream funkcjonuje doskonale. Został zainplikowany w kilka ważnych współcześnie procesów.
Globalizacja i Mcdonaldyzacja z jednej strony oraz wirtualizacja rzeczywistości i estetyzacja życia
codziennego z drugiej. Jeśli te procesy nie są same w sobie jednym wielkim echem American dream,
to z pewnością w każdym z nich jest coś z procesu ukazanego w Wielkim Gatzbym Fitzderalda.
Mechanizm mitu amerykańskiego sukcesu jest dziś podstawowym narzędziem medialnym. Kultura masowa
urodziła się przecież w Ameryce. Jej zaczątki, owszem mają swoją genezę w mieszczańskich
społecznościach Europy, ale rozwinąć mogły się one dopiero tam, no Nowym Lądzie. Rozwój przebieg raczej
wybuchowo, no i unaocznił wreszcie to, czego przez zamglone wizje mitu nie było widać.
Oto realny cywilizacyjny postęp technologiczny, a w jego następstwie zestaw nowych mediów ucieleśnił
amerykański cud. Rozpoczynając od radia, poprzez telefon, czasopisma ściśle celujące do swojego
odbiorcy, telewizję, aż po internet, a jakże by inaczej. Siła kreowania medialnej, sztucznej
rzeczywistości ukazała swoją potęgę w Ameryce. Łatwo zrozumieć gdzie narodził się pop. Razem z erupcją
mody na Elvisa, reklamami Forda i wielce popularnymi QuizShow`ami z lat `50, w których to, mit o
sukcesie przysłaniał wszystko inne. Przysłowiowy pucybut stał się milionerem właśnie w Ameryce,
ściślej rzecz biorąc w medialnej wizji Ameryki. Hollywood to nie tylko dziesiątki filmów,
ale przede wszystkim nowa i zupełnie odmienna rzeczywistość towarzysko-kulturowa, sprzedawana jeszcze
mocniej niż same kino. Masy plotek, afer i układów osadzone w luksusowym życiu stają się
urzeczywistnieniem American dream`u. Wszystko to osadzone u samych podstaw w światy medialne.
Czasopisma, telewizja, a także "niepublikowane" nagie zdjęcia znanych ikon masowej kultury
stanowią dziś zasady mitu o amerykańskim spełnieniu. Jaka zawartość przekazu? Prosta,
jednoznaczna jak reklama kosmetyków: "Jesteśmy piękni, bogaci, mamy bogate życie erotyczne,
a do wszystkiego doszliśmy sami, przez ciężką pracę". Duże uproszczenie? Ależ nie, te zasady
analogicznie działają w świecie wielkiego buiznesu, polityki, sztuki, a co najciekawsze także i nauki.
Właśnie w tajemniczych laboratoriach amerykańskich uniwersytetów sen o sukcesie jest najbardziej żywy.
Przekładalne na ilość "Nobli" zdobiących biura amerykańskich profesorów, o niekoniecznie
amerykańskim pochodzeniu.
A co u nas? Jakie jest miejsce dla mitu o Ameryce? Odpowiedź jest zgoła prosta?
Przy okazji transformacji systemowej dokonała się o wiele bardziej istotna zmiana kulturowa.
Wiara w American dream była żywa w PRL-owskiej rzeczywistości. Cechował ją dodatkowo niebezpieczny
smaczek opozycyjności wobec Jedynie Słusznej... Po zmianie amerykanizacja zaskoczyło natychmiastowo,
stała się odreagowaniem tego, wszystkiego co, minione. Każdy symbol wolnej Ameryki był w pełni
akceptowalny i adaptowalny na gruncie wolnej Polski. A całość orbitowana była przez Polonię amerykańską,
która wiarę w mit o ameryce sukcesu ma po dziś dzień. O ironio, niezwykłe w tym fakcie jest,
to że każdy kto w Ameryce był i tam pracował jest już przynajmniej w części żywym dowodem na American dream.
Czy pracował jako np. sprzątacz jest już mniej istotne. Ostatecznie jest faktem, że w Polsce mit American dream
spełnia wciąż niesłychaną rolę. Medialność nasycona jest nim po brzegi, to tylko ułatwia sprawę.
Jean Baudrillard dekonstruuje mit Ameryki. Ameryka sama w sobie jest Disneyland`em.
Co stanie się jeśli jednak mit zacznie upadać? Rozpoczęło się wiele lat temu, elity artystyczne
poddały w wątpliwość masowość amerykańskiej pop-kultury. Polityczno-militarny imperializm też już nie w
smak bardziej przebiegłym głowom. Pytanie jest jednak szersze: mianowicie, co kiedy masa społeczna
uzmysłowi sobie imperializm kulturowy Ameryki? American dream upadnie?
W konsekwencji medialnej rzeczywistości...
American Dream wyraźnie przetrwał w medialnych światach, im bardziej popularni stają się uczestnicy
"wielkiego Bata" - to znaczy brata. Mit zadziałał znowu? Nie on po prostu m u s i a ł zadziałać, bo
takie są techniki medialne. Reklama i billboard spełnia analogiczną funkcję. Nie głosi już sloganów
zachwalających produkt. W czasach przebrzmiałej równości, w czasach agresywnego, bo jakże by inaczej,
kapitalizmu, nie można w reklamie i medialnym przekazie podkreślać różnic. Chodzi o coś zgoła innego;
każdy jest jedyny sam w sobie, każdy jest a jeśli nie to może być doskonały; o ile użyje danego towaru.
Dzisiejszy świat telematyczny nie używa już głosu i walorów znanych modelek; w sensie:
"Zobacz jestem taka piękna, bo używam...". Teraz hasło jest inne: "Jesteś tego warta!",
domyślnie podkreślający: "Jesteś doskonała...". Czy mit Amrerican dream nie spełnia się w takim
razie lokalnie, prywatnie i wirtualnie?
|