Alfa, beta, gamma
Nagle otwarte oko, rozszerzająca się źrenica. Leżał na
wilgotnej trawie, mgła unosiła się przy ziemi. Było niewyraźnie, niby
pochmurno, ale ciepło, jakby wszystko wokół było w jakimś ogromnym
pomieszczeniu. Mimo to, czuł lekki, wilgotny wiatr, słyszał szum i bardzo
niski, nikły, jednostajny dźwięk. Jakby gdzieś daleko pracowała potężna
maszyneria. To złowrogie brzmienie. Wstał i ukląkł, wśród traw. Przebudzone
myśli formowały świadomość, słuch i wzrok wyostrzały się, lecz brakowało poczucia
czasu. Stanął wyprostowany i rozejrzał się dookoła. Zobaczył krzaki, niskie
drzewa, gąszcz. Wszystko w szarym, pochmurnym kolorze. Teraz obejrzał swoje
ręce, dotknął białego ubrania - kombinezonu, dotknął twarzy, włosów. Nie
rozumiał, gdzie jest, kim jest...wciąż brak tej świadomości, pewności. Zrobił
krok niepewnie, noga zadrgała, pierwszy krok był trudny, wciąż czuwał,
świadomość wykrystalizowała w nim czujność. Zaczynał czuć strach...Ruszył w
kierunku pierwszego kroku, jednak po chwili odwrócił się i zamknął oczy,
znieruchomiał. Nasłuchiwał uważnie...szum szarych drzew a w głębi cichy pomruk,
tylko tyle. Kolejna chwila i usłyszał bicie własnego serca, tę wibrację w
skroniach, pobiegł, odgarniając rękoma krzaki...
Leżała na boku, skulona pod krępymi drzewami iglastymi, w
małym zagajniku. Panowało tu swoiste wygłuszenie, zagajnik leżał w małym
parowie. Natychmiast po otwarciu oczu krzyknęła i zerwała się, aby usiąść.
Uderzyła się przy tym głową w kruchą gałąź, ułamał ją. To ją wystraszyło,
odskoczyła w drugą stronę przerażona, na czworakach. Myśli koncentrowały się na
odnalezieniu chronologii, ale świadomość nie mogła się zebrać i niczego
określić. Obejrzał się za siebie, nasłuchiwała - nic tylko przeraźliwa cisza,
podsunęła się w miejsce gdzie spała, usiadła i podkuliła nogi, objęła je i
schowała głowę w kolana - zapłakała...
Środek polany, wokół tylko kilka kikutów wyschłych drzew.
Leżał na brzuchu. Polana zalana była mętnym, pochmurnym światłem słonecznym.
Przebudził się i wstał, ale nagły zawrót głowy pokonał go, upadł. Zaczął ciężko
oddychać i powoli myśleć, gdzie jest. Rozejrzał się dookoła, przetarł oczy,
zaczął gwałtownie szukać kieszeni, jakby sięgał po okulary. Zdziwienie...obejrzał
swój biały kombinezon, dotykał go, pocierał. Wstał i powoli poszedł na dół,
schodził z polany, wiatr lekko wiał z góry. Wszedł w gęsty las, niektóre
drzewa miały pożółkłe liście, ale było ciepło. Przedzierał się przez gąszcze
krzewów, przeskakiwał przewrócone pnie drzew. Nagle stanął i się zaśmiał. Jego
głos odbił się echem. Usiadł i śmiał się dalej. W jego umyśle pytania mnożyły
się tak bardzo...nie pamiętał niczego, nie znał swojego imienia, ani tego jak
się tu znalazł. Szum lasu przecięło pytanie: „Co ja tu robię?” Zwiesił prawie
łysą głowę i zacisnął oczy, aby zebrać myśli, nic nie rozumiał. W szeleście
lasu usłyszał jakby pisk, dziwny dźwięk, dość wysoki, zawodzący. Ale z
postępującymi chwilami czasu dźwięk nabierał rozpoznawalnego charakteru -
słyszał płacz. Wstał i szybkim krokiem poszedł w stronę dźwięku. Płakanie
zdawało być się coraz bliższe, rozpoznawał dziewczęcy głos. Coraz bliżej
schodził do małego parowu porośniętego gęsto drzewkami iglastymi. Nagle płacz
zamienił się w przeraźliwy krzyk. Odchylił parę drzewek i zobaczył dziewczynę.
Stała przy drzewie i krzyczała, po drugiej stronie małej przestrzeni zagajnika
coś było, mieniło się obrazem tego, co wokół. Nieokreślony kształt był
niewidzialny, ale załamywał obraz, bo sunęło, powoli się przemieszczało.
Dopiero teraz usłyszał niski mruk, dźwięk przerażający i jednocześnie
niesamowity. Obraz jego zmysłów sparaliżował go na chwilę., teraz nie myśląc
wskoczył po dziewczynę, chwycił ją za rękę i pociągnął za siebie. Ona zdążyła
tylko go zobaczyć, bo kiedy ją dotknął zemdlała. Zablokowaną ręką pociągnęła i
jego, potknął się, ale chwycił ją pod ręce i pociągnął w drugą stronę. Za
drzewkami wziął ją na ręce i z wysiłkiem wspiął się w górę parowu. Na górze
położył ją i zszedł parę kroków niżej, przykucnął i nasłuchiwał, wypatrywał,
ale słyszał tylko szum drzew na wietrze, który przybierał na sile. Wrócił do
dziewczyny. Leżał bez czucia, jej jasne włosy opadły na twarz. Były potargane i
jakby dziwnie ścięte, nierówno, krzywo. Odgarnął kosmyki z twarzy. Lekko
uderzył ją dłonią w policzek, ale nie ocuciło jej to. Odchylił jej głowę,
odgarnął włosy i uszczypnął w ucho, otworzyła oczy i chciała krzyczeć, ale on
już trzymał jej rękę na twarzy, zaczęła się szarpać, ale trzymał ją mocno i
zaglądał w oczy...przestała po chwili, wtedy pokazał jej palcem na usta by była
cicho, przytaknęła głową. Puścił ją, usiedli...
Przebiegł już daleko, ale wciąż nie wiedział gdzie jest. Nie
myślał o niczym, skupiał uwagę na biegu, odpychaniu gałęzi, przedzieraniu się i
skakaniu, nie ustawał często. Kiedy biegł słyszał tylko w uszach szum, kiedy
przystawał, nagle cały obraz dźwiękowy wyostrzał się i szum lasu docierał
wprost do niego. Wtedy ruszał dalej. Po dłuższym czasie stał się zmęczony,
ciężko oddychał, zwolnił. Ale las robił się rzadszy, więcej było roślin
zielonych, teren robił się podmokły, a trawa coraz wyższa. W pewnym momencie za
drzewami parę metrów przed nim zarysowało się niebo, przyspieszył i nagle
wybiegł na brzeg jeziora. Niebo okazało się być taflą wody. Była spokojna,
lekkie fale kołysały się. Nie widział wyraźnie drugiego brzegu, ale obejmował
bez trudności wzrokiem akwen. Próbował go określić, ale nie pamiętał niczego,
co by przypominało spotkane jezioro. Wszedł do wody, była zimna, ale nie aż tak
bardzo. Zanurzył by się napić, ale kiedy miał pić zatrzymał się, myślał. Zwątpił
chyba czy może się napić tej wody. Pragnienie jednak zwyciężyło...
Dziewczyna siedziała, miała zapłakane, wystraszone oczy. On
siedział w pobliżu i patrzył na nią. Dziewczyna odgarnęła jasne włosy, miała
ciemne brązowe oczy, smukłą twarz, malutkie, wąskie usta. Spojrzała na niego z
grymasem na twarzy, w jej głowie znowu wybuchała rozpacz, broda lekko drgała, a
ręce ułożyła bezradnie na kolanach, bawiła się palcami. Podszedł do niej i
spojrzał w oczy, chciał powiedzieć, żeby się nie bała, ale nie mógł wypowiedzieć
ani słowa. Zaczęła cicho płakać, wtedy zrozumiał, że może ją tylko objąć. Tak
zrobił...dziewczyna natychmiast wtuliła swoją twarz w jego ramiona. On
wyszeptał cicho w ucho: „nie płacz, ja też nic...nie pojmuję...nie wiem...eh...proszę
nie płacz.” Dziewczyna odsunęła twarz i patrząc mu w oczy wyszeptała: „kim
jestem?”
Wyruszył wzdłuż linii brzegowej, szedł w wodzie, brodząc po
kolana. Kiedy robiło się głębiej wychodził na brzeg, był zmęczony. Jego biały
kombinezon stał się ciemny, wilgotny, brudny do bagnistego błota. Mijając
powalone drzewa wszedł w wysokie trzciny, przedzierał się przez nie, a one
kołysały się delikatnie na wietrze, szeleściły. Wyłoniwszy się z trzcin,
zobaczył przed sobą małą zatoczkę, wewnątrz niej było ciemniej, tu las zaczynał
się prawie od samej wody, tworzył wokół zatoczki wysoką ścianę. Ogromne drzewa
zacieniały zatoczkę, woda była czarna, unosiła się lekka mgła. Wyruszył naprzód
i nagle zapadł się pod wodę. Zapomniał o gruncie, ale natychmiast wypłynął
zszokowany. Zachłysnął się, zaczął kaszleć i krztusić się, dopłynął jednak do
brzegu i padł na bok w płytkiej wodzie. Ciężko oddychał, był cały mokry, miał
dość...Na brzegu parę metrów od niego coś się poruszyło. Na początku zignorował
to, ale zerwał się po chwili na kolana i wpatrzył się w miejsce na brzegu.
Obraz jakby drgał, kolory lasu i wody załamywały się i przesuwały się jakby pod
soczewką. Coś się zbliżało, usłyszał też jednostajny, niski dźwięk, przypomniał
sobie, że już to słyszał. Stanął nieruchomy, bezbarwny kształt wyginał się, aż
przybrał w końcu postać czegoś podłużnego. Załamania obrazu zaczęły migać
bielą, wtedy zaskoczył wizerunek czegoś...kamuflaż jakby zniknął, razem z nim
ustał niski dźwięk. Ale widok był bardziej przerażający. Oczom człowiek
stojącego w wodzie ukazał się kilkumetrowy stwór. Był to jakby jaszczur, lecz
pierwsze skojarzenia nie oddawały w pełni osobliwości stworzenia. Podłużny pysk
bez oczu ani niczego co, by przypominało otwory oczne. Ruchowy tułów i dwie
ogromne łapy, reszta ciała przechodziła w ogon. Stwór lekko kiwał się na boki,
jakby czekał. Mężczyzna delikatnie zrobił krok w tył, drgał. Wtedy stworzenie
skierowało na niego pysk, otworzyło go i wydało dźwięk. Był niesamowity,
przechodził z syku do ogromnie głośnego ryku, tak głośnego, że człowiek
zacisnął uszy. Nie zastanawiał się dłużej, kiedy dźwięk ustał, pobiegł w las,
jego oczy ukazywały ogromny strach...
„A więc niczego nie pamiętamy...” Powiedział mężczyzna do
dziewczyny. Oboje szli lasem, dziewczyna za nim. Rozmawiali, próbowali coś
sobie uzmysłowić, zapewnić jakieś postawy. Dziewczyna drapała swoją rękę pod
nadgarstkiem i nagle przystanęła. Zauważyła znak. „gamma?” On przystanął,
odwrócił się i zapytał: „Co takiego?” „Zobacz tutaj mam tatuaż, znak, to
przecież gamma, nie?” Podbiegł parę kroków i chwycił ją za rękę. Pod
nadgarstkiem lewej ręki, zaraz przy wewnętrznej stronie dłoni widniał dość duży
tatuaż. Była litera gamma, koloru jaskrowo-białego. Natychmiast spojrzał na
swoją dłoń i rękę. „alfa...-ja mam alfę. „Co to znaczy?” Zapytała
dziewczyna. Stali przez chwilkę, wiatr lekko szumiał. „Zaraz, jest jeszcze
beta?, bo musi być jeszcze beta, wtedy...” „Co wtedy?” Zapytała zdziwiona
dziewczyna. „A jeśli jest jeszcze kappa, delta czy omega, to co wtedy?”
Krzyknęła. Nagle usłyszeli niedaleko w głębi lasu straszliwy syk-ryk. Spojrzeli
na siebie i pobiegli w stronę dźwięku. Przedzierając się w pędzie przez gąszcz
słyszeli dźwięk, ciągnął się. Przez zarośla widać było coś jasnego, to jezioro.
Nagle na mężczyzna zderzył się drugą osobą biegnącą z naprzeciwka. Przewrócili
się, ale natychmiast alfa chwycił drąg leżący na ziemi i w pędzie zamachnął się
na wystraszonego człowieka. Tylko krzyk dziewczyny zatrzymał jego zamach.
Podbiegła do mokrego mężczyzny i przykucnęła, chciała zapytać, ale przerwał jej
dźwięk bardzo potężny i doniosły. Dochodził zewsząd, łatwo rozpoznali, że
jednostajne brzmienie składało się w wielkiej ilości pojedynczych głosów.
Wszystko potęgowało jeszcze echo wysokich drzew. Zerwali się na nogi, alfa
wyruszał pierwszy, uciekali w głąb lasu. Gałęzie i drzewka smagały ich twarze,
chwytały i skutecznie blokowały szaleńczą ucieczkę. Biegli nieprzerwanie przez
dłuższy czas, powoli opadali z sił, dziewczyna ciągnęła mokrego człowieka, ale
potykali się coraz częściej. W pewnym momencie, rzekła: „Alfa, czekaj...”.
Mężczyzna natychmiast zawrócił. Usiedli w wysokich trawach, las przerzedzał
się, dookoła brzozy. Po kilku minutach głośnego oddychania, dziewczyna zapytała
nieznajomego: „masz tatuaż na ręku?” Mężczyzna uniósł swoją twarz bez
zrozumienia. Alfa chwycił go za rękę; „Zobacz...tu, jesteś betą. Miałem rację
jest nas trójka.” Siedzieli przez chwilę w zamyśleniu. Zmęczenie, głód,
pragnienie wyczerpało ich, opadali z sił, myślenie przestawało być bystre
nastawione na przetrwanie.
Jezioro wypełniło się czerwoną barwą zachodzącego słońca,
las szumiał spokojniej, zapadał zmierzch. Dziewczyna i dwaj mężczyźni spali,
choć wiedzieli, że nawet sen nie uwolni ich od niewiedzy, tego w czym
uczestniczą, gdzie są. Dziewczyna poczuła przez sen, że coś ciągnie ją za
spodnie, otworzyła oczy uniosła głowę i zobaczyła stworzenie jaszczuropodobne,
które stało przed nią. Nie dotykało jej, a mimo tego jej spodnie były szarpane,
jakby przez małego, agresywnego psa. Krzyknęła i wtem obudziła się, widziała
korony drzew robiło się szaro, ale szarpanie czuła nadal, krzyknęła. Alfa i
beta obudzili się, także zobaczyli stworzenie, które stoi przed leżącą
dziewczyną. Płakała, nie mogła już krzyczeć, oni byli w pobliżu, ale kiedy alfa
zrobił delikatny ruch ku niej, stworzenie zasyczało w znajomy sposób i z jego
podłużnego pyska wystrzelił strumień jaskrawego światła. Było to gwałtowne, jak
strzał, czy błysk. Strumień trafił w nogę gammy. Dziewczyna piszczała i
krzyczała, jej noga była strasznie poparzona, materiał kombinezonu spalony.
Starszy człowiek zerwał się na nogi i uciekł, pędził ku jezioru. Alfa chwycił
dziewczynę za rękę ta jednak omdlała. Stworzenie zaryczało ponownie, lekko
wykrzywiając pysk zerwało część ubrania z dziewczyny. Alfa wciąż leżał przy
niej, nie mógł uwierzyć jak to się działo, stworzenie nawet jej nie dotknęło. Dopiero
kiedy zerwał kolejną część kombinezonu, drgnął. Dziewczyna leżało już półnaga.
Miała na sobie jeszcze tylko górną część ubrania, jeden rękaw. Stworzenie wolno
uniosło swój pysk, i wystrzeliło strumień zabójczego światła w brzuch gammy.
Promień był węższy, przeszedł na wylot, alfa odsunął się, czuł bezradność,
płakał. W pewnej chwili krzyknął i desperacko skoczył na stworzenie, kopał je,
skakał po nim. Kiedy poczuł jak odrywa się jego kombinezon, pobiegł w las,
spojrzał jeszcze na ciało dziewczyny, leżało nieruchomo, miała zamknięte oczy. Pomyślał
tylko, że może to i dobrze, że odeszła, niech śpi, w spokoju lasu...
Pędził lasem, nagle obok niego przeleciał strumień światła,
zrozumiał, że teraz on jest celem. Wbiegł nad jezioro. Rozejrzał się i
postanowił wejść na ogromne drzewo, rosnące nad taflą wody. Kiedy siedział już
na grubej gałęzi dębu, zerwał z siebie potartą górną część kombinezonu. Czekał,
choć sam nie wiedział na co. I wtedy usłyszał jakiś zamęt w lesie, ktoś się
zbliżał, słychać było syki. Do wody wbiegł nagi beta, za nim zbliżały się
dziwne stworzenia, nie spieszyły się, a mimo to były tuż za nim. Alfa krzyknął:
”Tutaj, szybko!” Mężczyzna podszedł brodząc w wodzie pod gałąź i wyciągnął ręce
do góry. Nie mogli się dosięgnąć. Alfa zwiesił się i próbował chwycić go
nogami, wydawało mu się, że zdoła go udźwignąć. Niestety beta wciąż wpadał do
wody. W pewnym momencie zranił go strumień światła, krzyknął i ukląkł w płytkiej
wodzie, zamarł. Alfa patrzył z góry, 3 stworzenia otoczyły go, lekko drgały.
Kawałeczki ciała bety zaczęły się odrywać od reszty. Człowiek krzyczał
przeraźliwie, ale jego głos nagle zamarł, głowa oderwała się jak ucięta
mieczem...spadła w wodę.
Alfa patrzył na to pustymi oczami, wolno, ale energicznie
począł wspinać się wyżej i wyżej. Dąb był stary i ogromny. Słyszał z dołu syk,
ale wspinał się bez opamiętania. Kiedy był wysoko, zobaczył obok drzewa wysokie
ogrodzenie, jakby mur. Nie rozumiał w jaki sposób zobaczył dopiero teraz, na
dole nie widział, a jednak kiedy spojrzał teraz na dół, zobaczył, że mur
ciągnie się. Nie zastanawiał się długo, przeskoczył na siatkę, przeszedł na
drugą stronę, zaczął powoli wczepiać się w druciane oczka i schodzić w dół.
Zaskoczył wreszcie na ziemię. Było pusto, żadnego lasu, idealnie płaski teren
porośnięty karłowatą trawą. Zrobił niepewnie parę kroków. Parę metrów przed nim
zauważył betonową powierzchnię, ciągnęła się, szeroka na kilkadziesiąt kroków,
ale nie był to plac, ale jakaś droga...
Kiedy o tym pomyślał usłyszał ciężki pomruk, dźwięk maszyny.
Było już prawie ciemno, ale widać było dużo. W dali zobaczył szereg świateł,
zbliżały się, był to jeden obiekt, dźwięk dochodził od niego. Kształt
przybierał na wielkości, robił się ogromny. Wreszcie zobaczył przed sobą
ogromny transportowiec, jego światła oślepiały go, przewrócił się. Huk silników
był nad nim, a z jednej i z drugiej strony ogromne koła, pojazd przejeżdżał,
jednak powoli. Alfa bez zastanowienia wyciągnął rękę do różnych rurek pod
pojazdem, chwycił się i wciągnął na niszę pod samochodem. Otaczał go wielki
hałas, westchnął. Nie wiedział dokąd jedzie, nie wiedział zupełnie nic, tak jak
tego ranka, wszystko co przeżył krążyło w jego głowie, wydawało mu się, że to
sen. Bał się, a z drugiej strony cieszył. Leżąc na boku, jechał w nieznane,
zasypiał wciąż pamiętając las i jasnowłosą zapłakaną dziewczynę...
dominik 2001/2003
|